Czy zaufałbyś komuś, kto pięć razy umówił się z Tobą i pięć razy wystawił Cię w ostatniej chwili? Przy kolejnej próbie umawiania się raczej nie traktujesz go już poważnie, prawda?
Podobnie działa to z nami samymi.
Jeśli obiecujesz coś szefowi, znajomej czy komuś bliskiemu – w większości przypadków dotrzymujesz słowa. Ale gdy przychodzi do obietnic danych samemu sobie… bywa różnie.
Brzmi znajomo?
W relacjach z innymi doskonale wiemy, że powtarzane niespełnione obietnice niszczą zaufanie. Gdy ktoś zawodzi nas regularnie, w końcu przestajemy traktować jego słowa poważnie.
I dokładnie to samo dzieje się w relacji z samym sobą.
Kiedy raz po raz zawodzimy własne postanowienia, w podświadomości zapisuje się sygnał: „i tak nie dam rady, więc po co próbować?”. To właśnie ten brak zaufania sprawia, że nie podejmujemy kolejnych prób.
A gdyby tak zacząć budować zaufanie do siebie – krok po kroku?
Nie chodzi o rewolucję. Wystarczy jedna rzecz na raz. To może być nowy nawyk, drobny cel albo mały krok w projekcie, który odkładasz od dawna.
👉 Rano ustal plan minimum – coś, co wiesz, że jesteś w stanie zrobić nawet przy niskim poziomie energii. Jeśli masz siły, dorzucisz więcej. Ale najważniejsze, by trzymać się tej podstawy.
Moja wskazówka: spisuj swoje codzienne „umowy ze sobą” na kartce. Po kilku tygodniach zobaczysz czarno na białym, że naprawdę można na Tobie polegać.
Z czasem okazuje się, że możesz polegać na sobie. Wiesz, że jeśli naprawdę chcesz – dasz radę. A to poczucie zmienia wszystko: łatwiej zabierać się za kolejne cele, trudniej podcinać sobie skrzydła.
Zaufanie do siebie zaczyna się od decyzji: dziś zrobię choćby jedną małą rzecz, którą sobie obiecałem. To nie musi być perfekcyjne – ważne, żeby było konsekwentne. Z czasem zobaczysz, że właśnie te drobiazgi prowadzą Cię do wielkich zmian.
Abraham Lincoln